“Slow fashion. Modowa rewolucja” – recenzja książki

“Slow fashion. Modowa rewolucja” – recenzja książki

20150822_135021

Kiedy sięgałam po tą książkę miałam pewne wyobrażenie o tym czego ona będzie dotyczyć. Oczekiwałam, że autorka będzie przeciwstawiać swoje poglądy do aktualnie panujących zasad, którymi kieruje się rynek mody. Nie pomyliłam się, aczkolwiek moim zdaniem można by dopisać do tej książki jeszcze jeden rozdział. W czasach studiów spotkałam się z terminem “slow food”, który jest ruchem społecznym zakładającym “powolne” przyrządzanie posiłków, czyli ze świeżych produktów, z naciskiem na smak i jakość, a nie na ilość i szybkość, jak zakłada “fast food”. Analogicznie do tych założeń, czytając tytuł “slow fashion” wyobraziłam sobie, że autorka namawia swoich czytelników do własnoręcznego wykonywania odzieży, a nie kupowania gotowych ubrań. Książka jednak dotyczy zupełnie innych kwestii.

Joanna Glogaza, autorka książki, opierając się o własne doświadczenia tłumaczy swoim czytelnikom jak łatwo i szybko stajemy się ofiarami odzieżowych sieciówek i jaki ma to wpływ na nas, na nasze zasoby finansowe, a także na środowisko. Kupujemy ubrania pod wpływem impulsu, skuszeni niskimi cenami, zupełnie nie zastanawiając się nad tym czy dana rzecz nam pasuje i czy jest nam potrzebna. Później okazuje się, że nowy nabytek wcale nie jest taki super i leży miesiącami/latami na dnie szafy. Oczywiście kupienie jednej taniej rzeczy jeszcze nikogo nie zrujnowało ale kilka/kilkanaście tanich rzeczy daje już znacznie większą sumę. Co więcej, jakość tanich ubrań pozostawia wiele do życzenia. Już po kilku założeniach lub po pierwszym praniu niektóre rzeczy tracą swój nienaganny wygląd i zupełnie nie nadają się do noszenia.

Autorka tłumaczy jak stawić czoła przepełnionej szafie, w której trudno znaleźć coś sensownego do ubrania, bo nic do siebie nie pasuje. Po uporządkowaniu szafy kolejnym krokiem jest planowanie zakupów na każdy nadchodzący sezon. Trzeba ustalić jakie elementy w garderobie są stałe i będą stanowić bazę, do której będą dobierane wszystkie dodatki, żeby całość zawsze była spójna.

Reasumując, autorka poprzez termin “slow fashion” rozumie racjonalne i kompleksowe planowanie garderoby zahaczające odrobinę o minimalizm, czyli lepiej mieć mniej dobrze dobranych rzeczy niż za dużo rzeczy do niczego nie pasujących. I ja się z tym absolutnie zgadzam. Co więcej, od zawsze kieruję się racjonalnymi zasadami w trakcie zakupów, bo tego nauczyła mnie moja mama. Chodzi o to, żeby się dobrze zastanowić czego w Twojej garderobie tak naprawdę brakuje, a jest Ci potrzebne i czy dana rzecz, nad zakupem której się zastanawiasz będzie pasować do innych rzeczy, które już masz w szafie. To wszystko. Oczywiście wyprzedaże to najlepsza okazja, żeby kupić coś fajnego za małe pieniądze ale zawsze według wcześniej wspomnianych zasad.

Czy polecam książkę? Tak, jak najbardziej. Można w niej znaleźć bardzo dużo praktycznych rad i wskazówek jak uporać się z chaosem w garderobie i jak utrzymać w niej porządek i harmonię. Bardzo dobrze i szybko się ją czyta, aczkolwiek momentami miałam wrażenie, że autorka niektóre kwestie porusza zbyt wiele razy tylko innymi słowami.

Czego mnie zabrakło w tej książce? Właśnie kwestii na temat własnoręcznego wytwarzania odzieży, czyli po prostu szycia i przerabiania ubrań. Tak samo jak w “slow food” namawia się do przyrządzania posiłków ze zdrowych, prawdziwych (nieprzetworzonych) produktów, z zachowaniem kompozycji smaków, dla mnie “slow fashion” to wzięcie mody w swoje ręce i stanie się swoim osobistym kreatorem mody. Przede wszystkim mam na myśli przerabianie ubrań, które już nie cieszą naszego oka z różnych względów. Czasami przeróbka może być drobna, a zmienia bardzo wiele. Sama przekonałam się o tym przyrabiając bluzkę, która mi się znudziła. Wystarczyło zlikwidować rękawy i pogłębić rozcięcia pod pachami i bluzka nabrała zupełnie nowego charakteru. Pisałam o tym tutaj i tutaj. W wyniku przeróbki zyskujemy nową-starą rzecz, oszczędzamy pieniądze i chronimy środowisko. Nie twierdzę, że każdą rzecz da się przerobić, bo pewnie się nie da. Nie twierdzę także, że każdy powinien to robić, bo przecież nie każdy musi mieć zapędy krawieckie, nie każdy ma czas, nie każdy ma warunki do szycia. To oczywiste.

Moim zdaniem, zawsze warto pobudzać się do kreatywnego działania i tworzenia swoich, unikalnych rzeczy. Na “renowacji” lub “reprodukcji” starych ubrań skorzysta nasz portfel i środowisko. A i satysfakcja ze zrobienia czegoś własnoręcznie jest absolutnie bezcenna 🙂 Wiem co mówię.

Jeśli jesteście zainteresowani moją działalnością w zakresie “redesignu” ubrań to serdecznie zapraszam do obserwowania mojego bloga.

Marisza

 

“Slow fashion. Modowa rewolucja” – recenzja książki
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)